sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 1: Wyjdź stąd

 Pod koniec zimy czyli moich 16 urodzin, mój tata stwierdził, że najlepszym rozwiązaniem będzie zmiana szkoły czy nawet miasta. Nie podobał mi się ten pomysł, ale skoro i tak w mojej szkole nikt za mną nie przepadał, a nawet powiem, że wprost niektórzy mnie nienawidzili. Za co? Sama nie wiem, może za to, że żyje? To pytanie dręczy mnie odkąd zaczęłam naukę w gimnazjum.
- Violetta jesteś już gotowa? - zapytał mój tata siadając przy stole. Wziął do rąk świeże tosty, zrobione przez Olge i posmarował je masłem. - To twój ostatni dzień w tej szkole.
- Czy gotowa..- zastanawiałam się chwilę nad odpowiedzią. To oczywiste, że powiedziałabym, że skaczę ze szczęścia, ale wiem, że ciotce Angie która mieszka tutaj we Francji, byłoby przykro i więcej bym do niej nie przyjechała. - Gotowa może i tak, ale będę tęsknić za Angie.
- Wszyscy będziemy za nią tęsknić. - rozkleiła się Olga. Otarła sobie lekko tłuste ręce po śniadaniu o swój fartuch po czym przytuliła ciotkę która siedziała na przeciw mnie.
- Dobrze jedzcie już do szkoły bo się spóźnicie a ja sie wszystkim zajmę. - odparła wstając od stołu. Wzięła swoi talerz po jedzeniu i wyniosła go do kuchni. Zastanawiało mnie tylko jedno..Co Angie miała na myśli mówiąc 'a ja się zajmę wszystkim'. WSZYSTKIM to znaczy CZYM?

      * * * 
 Gdy już dotarłam do szkoły byłam spóźniona o kilka minut. Zbytnio się tym nie przejmowałam..Chociaż nauczycielki rozumiały moją sytuacje i jeszcze jakoś uchodziły w tłumie. Przed wejściem do sali zatrzymałam się, przetarłam oczy i stwierdziłam. 
- Ostatni raz widzę, tych okropnych ludzi.
Kiedy moja ręka była już na klamce delikatnie, popchnęłam drzwi przed siebie.
- Przepraszam za spóźnienie. - powiedziałam i szybko zajęłam miejsce w mojej ławce.
- Spóźniona, nazwisko? - zapytała obojętnie nauczycielka od matematyki.
- Castilo. - westchnęłam a wszyscy  uczniowie skierowali wzrok na mnie.
- Nie mam takie nazwiska w dzienniku. - popatrzyła na mnie a jej okulary zleciały na czubek nosa. Nienawidziłam tego momentu kiedy właśnie, okulary tam się znajdywały.
- Nie ma bo dziś jestem ostatni raz w tej szkole. - uniosłam moje brwi ku górze. Bałam sie, ze mogło to zabrzmieć lekko za rozumiało, nie widzialam co moze sobie pomyśleć.
- Tak więc udaj sie do dyrektorki niech zadzwoni po twojego rodzica, niech Cie odbierze. - poprawiła okulary, które na reszcie leżały tam gdzie trzeba. - Nie mam obowiązku prowadzenia lekcji dla ucznia, który nie jest w naszej szkole. Do widzenia. - Wstała z krzesła i pokazała na drzwi. Schowałam moje ksiązki, które ledwo co wyciagnęłam na stolik. Wzięłam torbe na ramie i wyszłam z sali. Kiedy zamykałam drzwi, zrobiłam to co zawsze chciałam zrobić, lecz nie mogłam. Pokazałam im język.